Szymon Wojtyniak, inżynier z Głogowa napisał i wydał sensacyjny kryminał „Bezpańskie psy"

Grażyna Szyszka
Książka oparta na prawdzie historycznej łączy historię, kryminał, sensację. A wszystko okraszone piękną miłością i wątkiem szpiegowskim. Razem z bohaterami czytelnik zawędruje między innymi do Wrocławia, Leszna, Głogowa i Wschowy. Polecamy!

Major Zygartowicz, oficer polskiego wywiadu, jest pewien, że wojna wybuchnie lada moment. Wraz z przyjacielem opracowuje plan utworzenia elitarnej jednostki, przeznaczonej do walki z wrogiem. Jednak gdy na drodze majora Zygartowicza staje miłość, wtedy wszystko nabiera innego wyrazu… Schyłek lat trzydziestych ubiegłego wieku. Świat znajduje się w obliczu kryzysu na niespotykaną dotąd skalę. Hitler spogląda na Europę i nie zamierza zrezygnować ze swojego upiornego planu zniszczenia cywilizacji. Tymczasem polski wywiad prowadzi własną grę, zbierając informacje o planach Niemców. Szanowany oficer Abwehry, szalony esesman, piękna polska agentka działająca na terenie III Rzeszy, błyskotliwi oficerowie polskiego wywiadu i wzięty żydowski włamywacz próbują zapobiec katastrofie, ale wojna przychodzi nieubłaganie i jak zawsze zmienia wszystko.” - to zapowiedź powieści kryminalno-sensacyjnej pod tytułem „Bezpańskie psy”.
Jej autorem i zarazem debiutantem w tej roli jest 37-letni głogowianin Szymon Wojtyniak. Powieść, która oparta jest na prawdzie historycznej, ukazała się 17 kwietnia, a wydało ją Wydawnictwo Literackie „Muza”. Razem z bohaterami czytelnik zawędruje między innymi do Wrocławia, Głogowa i Wschowy.

Wygrały statki, bo tata to marynarz

Szymon Wojtyniak to ceniony inżynier w dziedzinie budowy statków. Choć obecnie mieszka z żoną w Trójmieście, to z Głogowem jest związany od najmłodszych lat i, jak sam przyznaje, darzy to miasto wielkim sentymentem. Uczył się najpierw w SP nr 11, a potem w I LO.
- Miejsce to jest dla mnie szczególne, ponieważ to tam narodziły się moje dwie największe przyjaźnie, które trwają do dziś - wspomina licealny czas. - Zresztą, wątek braterskiego koleżeństwa w „Bezpańskich psach” zrodził się właśnie z tych znajomości. Mogę powiedzieć o sobie, że jestem jedynakiem, który ma dwóch braci - Piotra i Mateusza.
Uczył się w klasie o profilu humanistycznym, ale wspomina, że z języka polskiego nie był prymusem. Po maturze wybrał politechnikę szczecińską.
- Wygrały statki. Najpewniej to wina ojca, który całe życie zawodowe był marynarzem, a nawet na emeryturze nie potrafi sobie znaleźć miejsca w domu i obecnie pływa po Odrze statkiem wycieczkowym „Laguna” - wyjaśnia z uśmiechem. - To przez jego opowieści, wysłanie niezliczonych ilości pocztówek i listów z najodleglejszych zakątków świata, oraz zabieranie nas z mamą w podróże spowodowało, że wylądowałem na Wydziale Budowy Okrętów Politechniki Szczecińskiej - opowiada pan Szymon dodając, że studia nie należały do najlżejszych. Spośród ponad dwustu pięćdziesięciu studentów gotowych w przyszłości projektować statki, magisterium odebrało nie więcej niż trzydziestu.

Historię pokochał przez dziadka Feliksa

Jako młody inżynier karierę rozpoczął w norweskim towarzystwie klasyfikacyjnym Det Norske Veritas, gdzie od początku zajmował się statecznością i niezatapialnością okrętów. Później przyszedł czas na kolebkę tego typu firm, czyli Lloyd’s Register. To wiązało się z dłuższym wyjazdem do Wielkiej Brytanii.
- Zamieszkałem w Southampton - wspomina. - To właśnie na obczyźnie powstały „Bezpańskie psy”. Zaczęło się od zwykłego pomysłu, później był pierwszy rozdział… po roku miałem powieść - opowiada jej autor przyznając, że „Bezpańskie psy” to historia, która tak spiętrzyła się w jego głowie, że musiała znaleźć ujście.

Czym jest dla niego pierwsza wydana powieść? - Przez wiele czasu była czymś intymnym tylko moim. Teraz nie należy już do mnie tylko do wszystkich czytelników - mówi. - Powieścią musiałem się podzielić też po to, abyśmy pamiętali, kto komu zgotował ten los, jak kiełkowała psychotyczna żądza ludzi, którzy poprzez odbieranie człowieczeństwa pragnęli osiągnąć władzę absolutną oraz przez jakie piekło przeszli nasi rodacy i ojczyzna.
Z osiągnięć syna, i tych zawodowych i tych wydawniczych są dumni rodzicie pana Szymona. Jego mama Janina przyznaje, że zamiłowanie do historii wyniósł z domu, w którym często się rozmawiało o ciężkich, rodzinnych doświadczeniach z czasów wojny.
- Mój teść, Feliks Wojtyniak, do którego zresztą Szymon jest bardzo podobny, i któremu syn dedykował swoją powieść, często opowiadał o wydarzeniach, o których w szkołach nawet nie wspominano - przyznaje pani Janina. - Pochodził z Wielkopolski, a służył między innymi w 1. Pułku Piechoty Legionów i Korpusie Ochrony Pogranicza w Wilnie. On nie czytał wnukom bajek, ale opowiadał historię. Syn zna też dobrze losy mojej rodziny. Babcia została zabita na Wołyniu, a dziadek i ojciec przeszli razem z Wojskiem Polskim cały szlak, od wschodu aż do Berlina.

Szymon Wojtyniak przyznaje, że ma już w głowie pomysły na kolejną powieść, nie jest wykluczone, że byłaby to kontynuacja „Bezpańskich psów”

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kamil
Jak dla mnie wow, dawno nie czytałem tak dobrej sensacji.
G
Gość
Niesamowita książka. Warta każdej wydanej złotówki.
G
Gość
Polecam! Książka jest rewelacyjna :) gratulacje dla pisarza
Dodaj ogłoszenie